niedziela, 27 października 2013

Szaleństwo Yankee Candle!

Pewnie nic odkrywczego nie napiszę, ale...

Zwykle na to co "supermodne" mówię FU! Jakoś zawsze starałam się wyznaczać własne ścieżki i nimi podążać. Ale cóż- jako że kocham wszelkie zapachy, po prostu nie mogłam się oprzeć i poddałam się szaleństwu na punkcie świec i wosków Yankee Candle. Świece są drogie- to fakt. Ale na woski już mnie stać, więc zaczęłam od nich, bo można za mniejsze pieniądze nakupować sporo różnych zapachów, wypróbowywać, a co najfajniejsze- miksować! Jedynym miejscem w moim mieście, gdzie mogłam dokonać zakupu wosków jest Organique.

Moim faworytem został zapach Blissful Autumn- niestety dowiedziałam się niedawno, że firma go wycofuje. Jestem niesamowicie zasmucona :(

Nabyłam ponadto sampler (wosku nie było) Lake Sunset- wspaniały zapach, lekki, idealny na wieczór, by oddać się marzeniom, czy do poczytania ulubionej książki- nie wiem jak u was, ale na moją wyobraźnię zapachy działają równie mocno co książka lub muzyka. Samplery są jednak z reguły mniej wonne niż woski, muszę więc poczekać na kolejną dostawę do sklepu i mieć nadzieję, że trafi się ten zapach.

Kolejne to Cinnamon Stick i Black Cherry. Te woski mieszam- odłamuję po kawałku z każdego i razem topię- wspaniały zapach wiśniowo- cynamonowy! Wprost idealny! Nie za słodki jak sam cynamon i niezbyt kwaśny jak sama wiśnia. Cudo :D




Następne: Soft Blanket i Honey & Spice czekają na swoją kolej (mam za dużo napoczętych wosków ;) ), ale już czuję, że to będą kolejni faworyci.

Ostatni z posiadanych przeze mnie zapachów- Wedding Day- podoba mi się najmniej. Jest zbyt intensywny i za bardzo mydlany. Chociaż niektórym pewnie przypadł do gustu.


Palący się Wedding Day :)



Natknęłam się jakiś czas temu na rozdanie dotyczące świec Yankee, więc podaję do niego link:

 
Zapraszam do udziału! :)